Grań wyjściowa na ferracie Konigsjodler

Majestatyczna i wyjątkowa via ferrata Konigsjodler

Pewnego zimowego popołudnia, ktoś ze znajomych zapytał nas: byliście może na via ferracie Kӧnigsjodler? Podobno to jedna z piękniejszych ferrat! Kӧnig… król…Zaciekawieni nazwą usiedliśmy przed komputerem i zapytaliśmy wszystkowiedzącego wujka Google, co to takiego jest ten Kӧnigsjodler J Naszym oczom ukazały się opisy typu „der majestätische”, „schwierigkeiten”, „hochalpiner klettersteig”, „tour der extraklasse”… Po obejrzeniu kilku zdjęć i filmów, byliśmy zgodni:. Ta droga wygląda niesamowicie! Idziemy tam!

Zajrzeliśmy do naszego przewodnika aby lepiej poznać via ferratę. Okazało się, że Kӧnigsjodler należy do najbardziej widowiskowych, najdłuższych i poważnych austriackich via ferrat! W większości prowadzi spektakularną granią i wyprowadza na szczyt Hoher Kopf (2875 m n.p.m.). Wszystko to pięknie wyglądało, tylko…. Hmmm… Kiedy? Popatrzyliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się… jak to? Przy najbliższej okazji! J

I tak oto, po kilku miesiącach od poznania nazwy Kӧnigsjodler, wysiadamy z samochodu na parkingu nieopodal schroniska Erichhütte. Zamierzamy sprawdzić na własnej skórze co oferuje jedna z najbardziej wymagających austriackich via ferrat J

Wyruszamy we troje. Ja, Pola i Waldek. Waldek to mój były kursant, więc mniej więcej wiem na co go stać. Ma już sześćdziesiątkę na karku, dlatego jestem ciekaw jak poradzi sobie na tym wymagającym szlaku… W razie potrzeby spakowałem do plecaka batony energetyczne, linę i ekspresy. Przed nami około 1700 m wspinaczki, 1500 metrów przewyższenia i drugie tyle obniżenia terenu oraz około 10 – 12 godz. akcji.

Żwawym tempem podchodzimy do schroniska, skąd widać grań po której będziemy się wspinać. Bierzemy po łyku wody, robimy po fotce i ruszamy dalej. Podążamy w kierunku przełęczy Hohe Scharte (2234 m n.p.m.). Dopiero tam wysoko, zaczyna się „nasz” klettersteig. Ścieżka pnie się stromo w górę. Po drodze spotykamy oddział żołnierzy. To austriaccy strzelcy górscy, którzy mają ćwiczenia w tym rejonie. Wyprzedzamy ich i mkniemy dalej J.

W drodze na przełęcz pokonujemy kilka uskoków skalnych, wspinamy się po kilku aluminiowych drabinkach, aż stajemy na wąskim siodle. Po lewej stronie na wysokiej skale widać czerwoną tabliczkę zamontowaną na skale. Obok niej startuje ferrata.  A więc jesteśmy! I to szybciej niż wskazywał na to czas podany w przewodniku. Zaczyna się dobrze.

Robimy dłuższą przerwę i zbieramy energię na via ferratę Konigsjodler. Obok nas inne zespoły szykują się do drogi. Chwilę później ubieramy kaski, uprzęże, montujemy lonże ferratowe i ruszamy. Według przewodnika, przejście tej via ferraty zajmuje około 5-6 godzin. Zobaczymy, jak pójdzie to nam.

Via ferrata Konigsjodler – prawdziwa górska przygoda!

Startujemy odcinkiem o wdzięcznej nazwie Flower Tower. To nazwa turni na którą się wspinamy. Wejście wycenione na C jest trochę siłowe i trzeba się tutaj dobrze poustawiać. Wychodzimy na wąską i eksponowaną, ale łatwą grań. Idziemy nią kilkanaście metrów i zaczynamy schodzić w dół, w kierunku małej przełączki miedzy turniami. Z niej fragmentem za C/D wspinamy się na kolejną turnię Mühlbacher Turm. Tak będzie wyglądać większość tej ferraty. Diabelskie Widły, które pokonujemy, to zespół kilku turnic, coś na kształt tatrzańskiej Grani Wideł.

climb2change na facebook

Wspinaczką za C schodzimy do przełączki Via-Mala-Schlucht. Przekraczamy ją i docieramy do Jungfsuensprung. Tutaj trzeba obniżyć się na stopniach, chwycić rękoma poręczówki, zwiesić się na niej i wykonać duży krok nad przepaścią. O Polę się nie boję, ale zastanawiam się jak poradzi sobie Waldek? Jesteśmy na początku ferraty Konigsjodler i czekają nas trudniejsze fragmenty. Ten odcinek będzie takim testem. Jeśli się nie uda, wycofujemy się… Patrzymy jak Waldzio podchodzi do problemu. Zwiesza się na linie, wykonuje krok… i już jest przy nas! Wydaje przy tym okrzyk zadowolenia! Cieszymy się razem z tego małego sukcesu i napawani optymizmem ruszamy dalej! J

Kolejnym odcinkiem, nazywanym Sportdirettissima, zdobywamy turnię Teufelsturm. Z niej schodzimy do mostu linowego Kranabetter Steig (C/D). To kilkumetrowy most tybetański w niewielkiej ekspozycji. Zaraz po nim omijamy turnię poruszając się trawersem w lewo (Lehner Traverse). Schodzimy w dół (C) do przełączki i docieramy do pierwszego na tej ferracie miejsca wspinaczkowego. Wspinaczka jest łatwa (1-) i przyjemna. To kawałek po trochę wspinania w trawersie, i trochę wspinania w górę. Po tym nieubezpieczonym fragmencie znów dochodzimy do poręczówek, w które wpinamy swoje lonże.

Idziemy dalej i wspinamy się na turnicę odcinkiem za C i B/C. Niektóre fragmenty prowadzą ściśle wąską granią. Jesteśmy zachwyceni! Przechodzenie tej ferraty sprawia nam co raz większą frajdę. Towarzyszą nam prawdziwe górskie krajobrazy i jesteśmy w terenie, do jakiego przeciętny turysta nie dociera.

Lekko okrążamy turnicę, schodzimy w dół i docieramy do niemal kulminacyjnego i wyczekanego miejsca na via ferracie Konigsodler – tzw. Flying Fox. Jest to most tyrolski długi na kilkanaście metrów, tyle że brakuje na nim rolki.

Przydaje nam się krótka taśma i zakręcany stalowy karabinek. Odcinek pokonujemy na rękach. Oczywiście można go obejść schodząc na przełęcz Sallerriss, ale po co, skoro można się pobawić i zrobić zdjęcia z tego fragmentu.

Po przeprawie na drugą stronę, odcinkiem za C, zdobywamy kolejną turnię Teufelshӧrndl (2522 m n.p.m.) i przechodzimy powietrzną grań Bruckengrat. Stąd schodzimy na przełączkę Dientner Schneid. W oddali widać drugą część ferraty i szczyt, na który zmierzamy.

Przed nami kolejne wyzwanie. Ostra skalna krawędź i wspinanie w rysie. Wygląda wspaniale i zachęcająco i dokładnie taki jest ten fragment ferraty – wspinaczkowa krawędź, którą wychodzimy na odcinek zwany Bosch-Promenadę. Granią wędrujemy do pięknej skalnej płetwy. To, że jest to płetwa widać dopiero, kiedy odwracamy wzrok.

Cały czas granią pokonujemy kolejny fragment via ferraty Kӧnigsjodler. Przed nami widać dalszą część ferraty. Czeka nas solidne podejście pod ścianę wybitnej turni Kummetstein i efektowna wspinaczka jej południowo-wschodnią ścianą. Patrzymy na Waldka i jego rozpromienioną twarz.

Oooo! To już niedaleko! – mówi. Tutaj schodzimy w dół i pod tamtą ścianą trawersujemy w stronę szczytu! – dodaje z uśmiechem. Oczywiście mówi o trawersie turni Kummetstein.

Spoglądamy z Polą na siebie i cóż… Troszkę mina mu rzednie, gdy słyszy moje słowa.

Nie, nie Waldzio. Nie idziemy trawersem pod ścianą … Podchodzimy pod ścianę i wspinamy się nią… Oooo! Widzisz..? Tam? – Wskazuję palcem dalszą część drogi.

O rany! Słyszę w odpowiedzi… Nie wiem czy dam radę…- mówi. Oczywiście, że dasz radę! – Zachęcam go. Podejdziemy pod ścianę, odpoczniemy i na spokojnie sobie pójdziemy – dodaję. Mamy dobry czas! J

Schodzimy na ubezpieczone, śliskie płyty. Zaraz za nimi, ścieżką w prawo, prowadzi wyjście awaryjne. Po chwili kończy się poręczówka i wchodzimy w teren wspinaczkowy. Szybko go pokonujemy i podchodzimy pod ścianę Kummetstein.

Mamy czas na posiłek i chwilę odpoczynku. Jesteśmy w 2/3 długości tej efektownej ferraty, ale jej główne trudności dopiero przed nami. Jemy słodkie austriackie „Magdalenki”, uzupełniamy płyny i bierzemy kilka oddechów. Rozmawiamy o tym, jak fantastyczna do tej pory była ta droga. Tak odważnie poprowadzoną via ferratę pokonujemy po raz pierwszy. Twórcy tego szlaku mieli niesamowitą wyobraźnię. A do tego widoki wokół są przepiękne. Cud miód. Jesteśmy ciekawi, jak będzie dalej.  Na hasło Waldzia – teraz możemy iść! – Zbieramy się i idziemy dalej.

Turnię Kummetstein zdobywamy długim odcinkiem w pionowej rysie. Wspinanie jest tu bardzo przyjemne ale i trudne. Fragment jest wyceniany na D. Jest to kilkadziesiąt metrów wspinaczki po płycie z rysą, z niewielką ilością sztucznych ułatwień. W połowie tego docinka znajduje się książka wpisów. Odcinek Franzl’s Fantastica, bo tak nazywa się ten fragment, kończy się trawersem wyprowadzającym na wierzchołek. Stąd widać kolejne przeszkody.

Po poręczówkach schodzimy stromym terenem na kolejną przełęcz. To jedno z trudniejszych zejść na tej ferracie (końcówka za D). Zaraz po nim trudną wspinaczką w rysie pokonujemy ostatni trudny, a zarazem kluczowy fragment (D) ferraty i wychodzimy na Franz-Eduard-Matras-Kopf.

Stąd łatwą, widokową granią pokonujemy ostanie przewyższenia. Jest tu trochę wspinania, trochę trawersów i płytowe przejścia. Przekraczamy grań raz na jedną i raz na drugą stronę, stawiając duże kroki pomiędzy małymi turniczkami. Lubimy granie i przestrzenie, więc jesteśmy zachwyceni. Gwarantujemy, że każdy kto lubi takie klimaty będzie oczarowany!

Po kilku godzinach od wejścia w via ferratę Kӧnigsjodler zdobywamy szczyt Hoher Kopf (2875 m n.p.m.). Olśniewające widoki do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić zrobiły się… hmmm… jeszcze bardziej zachwycające J Na szczycie nie zabrakło uśmiechów, gratulacji i fotek! Byliśmy dumni z Waldka, który mimo swojej sześćdziesiątki z groszami na karku pomykał do góry jak niejeden młodzik! J Gratulacje Waldzio! Z siebie też jesteśmy dumni. Zawsze z pokorą podchodzimy to takich wyzwań. Za nami via ferrata Konigsjodler!!! Udało się!!!

Na szczycie pozwalamy sobie na dłuższą, zasłużoną przerwę. Wiemy, że przed nami jeszcze kilka godzin zejścia. Będziemy schodzić przez kocioł polodowcowy Birgkar. To znaczy, że całą grań którą do tej pory wspinaliśmy się, będziemy mieć teraz po prawej stronie. Będąc na ferracie wypatrywaliśmy osób na drodze zejściowej, jednak zauważyliśmy ich tylko kilka. Troszkę nas to zdziwiło, ale najwyraźniej pozostali śmiałkowie poszli nocować do schroniska.

Przed wejściem na szlak zobaczyliśmy zamontowaną na skale ostrzegawczą tablicę. W wolnym tłumaczeniu ostrzeżenie brzmiało mniej więcej tak: „Uwaga! To nie jest szlak turystyczny! To ścieżka alpinistyczna! Wchodzisz na własną odpowiedzialność!”

Popatrzyliśmy wymownie po sobie i poszliśmy… Nie będę tutaj opisywał zejścia, bo zajęłoby to zbyt wiele czasu, ale zamieszczę kilka uwag na ten temat… Ciężko nazwać to zejście szlakiem, ale niech będzie – szlak jest bardzo niebezpieczny. Schodzi się ogromnym rumowiskiem skalnym, na którym całe zbocze pod obciążeniem zjeżdża w dół. Ponadto kamienie lecą z góry jak pociski. Trzeba być bardzo czujnym i uważnym! Miejscami ścieżka wiedzie terenem wspinaczkowym, o trudnościach do 2+. Po drodze mijamy strome pola śnieżne!

Niestety na temat tego niebezpiecznego zejścia znaleźliśmy w sieci i przewodnikach bardzo niewiele informacji. Schodziliśmy z dwoma Czechami i Włochem z Włoskiego Klubu Alpinistycznego i po zakończonym sukcesem pokonaniu tego najbardziej niebezpiecznego odcinka całej wycieczki zgodnie stwierdziliśmy, że bezpieczniej byłoby wrócić ferratą w dół… Ale przynajmniej dowiedzieliśmy się dlaczego tak mało osób schodziło tą drogą J Jeśli chcielibyście schodzić tędy, zabierzcie ze sobą raki a nawet czekan, bo to w znaczny sposób poprawi bezpieczeństwo poruszania się. Szczególnie wiosną kiedy zalega dużo śniegu.

Follow me - link do instagram

Gdybyście wybierali się na tą ferratę proponuję po jej przejściu zanocować w schronisku Matrashaus  następnego dnia zejść do schroniska Arthurhaus. Stamtąd można złapać busa do parkingu przy Erichhütte lub iść szlakiem do parkingu. Wycieczka będzie dłuższa, ale za to bezpieczna. Czego Wam serdecznie życzymy J

Nie byłbym sobą, gdybym nie napisał, że via ferrata Konigsjodler wymaga od śmiałków dobrego przygotowania kondycyjnego oraz doświadczenia ferratowego. Nie nadaje się dla dzieci oraz osób niedoświadczonych!

Via ferrata Kӧnigsjodler prowadzi niesamowitymi formacjami w pięknej scenerii i ekspozycji! Pod względem technicznym nie budzi zastrzeżeń – jest dobrze ubezpieczona. Wchodząc na nią przeżyjecie prawdziwą, górską przygodę!

Zgodnie umieściliśmy na samym szczycie wszystkich via ferrat, które mieliśmy przyjemność przejść J Na razie Top One via Ferrata! Dajcie znać, czy byliście i jakie są wsze wrażenia!


Informacje praktyczne o via ferracie Konigsjodler

Wycena: D

Czas przejścia: 5-6 h.

Podejście: 2h

Zejście: 4-5 h (w zależności od opocji)

Dojazd: Parkplatz Erichhütte – Hochkönigstraße, 92RX+PC Mühlbach am Hochkönig, Austria

Topo: KLIK

Podejście: Z idziemy w stronę schroniska Erichhütte. Stąd za znakami na przełęcz Hohe Scharte (2234 m n.p.m.), skąd startuje via ferrata.

Zejście: Ze szczytu Hoher Kopf (2875 m n.p.m.) idziemy do schroniska Matrashaus (tutaj nocleg). Ze schroniska drogą normalną do schroniska Arthurhaus (4-5h). Ze schroniska można złapać busa lub wędrować szlakiem do Erichhütte i parkingu.

Alternatywnie – nie polecamy – przez kocioł Birgkar (ok 4-5h) do przełęczy Hohe Scharte i dalej do Erichhütte. Lub do restauracji Stegmoosalm, wtedy nie wchodzimy na przełęcz Hohe Scharte, tylko schodzimy cały czas w dół.

Noclegi: Schronisko Matrashaus, okolice Berchtesgaden.

UWAGA! To bardzo wymagająca via ferrata. Tylko dla osób zaawansowanych!


Zainspirowałam Cię – daj lajka lub udostępnij ten wpis! Twoja rekomendacja jest dla mnie ważna.


Przeczytaj pozostałe artykuły o via ferratach w Austrii oraz w Dolomitach

Ferrata Sky Walk (D/E) na Dachstein

Via ferrata Anna (D) Dachstein

Via ferrata Johann (E) Klettersteig Dachstein

Intersport Klettersteig (C/D), Donnerkogel, Dachstein West

Via ferrata Panorama Klettersteig „Sisi”, Loser

Via ferraty Austriackie w Hollentall i na Hohe Wand >>> zajrzyj TUTAJ <<<

Jeśli interesują Cię via ferraty nad Jeziorem Garda i w Dolomitach >>>  zajrzyj TUTAJ <<<

Dodaj komentarz