Spinacze na kursie skałkowym - nauka własnej asekuracji

Spinacze w akcji czyli o radości ze wspinania #inspiracjeclimb2change

Inspiracje #climb2change i #climb2changeTeam to miejsce na wasze historie. Opowiadacie tutaj o swoich początkach z górską i wspinaczkową zajawką, o pasjach górskich, o swoich marzeniach i drodze do ich realizacji.

Muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać wywiadu z wami. Kiedy Asia napisała mi, że ruszacie z własnym fanpejdżem Spinacze amatorzy, to od razu miałam w głowie pomysł na wywiad z wami. Jesteście ogromną inspiracją. Nie dość, że zaczęliście swoją przygodę ze wspinaczką z partyzanta, na kursie skałkowym u nas, to jeszcze pokazujecie, że wspinanie jest fajne, lekkie. Że wcale nie chodzi o cyfrę, tylko o przyjaźń, pasję, miłość i fajne spędzenie czasu, ale również o przekraczanie granic.

Jest Was czworo przyjaciół Asia i Grzesiek, Ania i Piotrek. Opowiedzcie naszym czytelnikom, jak to wszystko się zaczęło?

Właściwie to u każdej pary inaczej.

Asia i Grzesiek: Widząc taterników w górach Grzesiek zawsze przygadywał, że my też będziemy kiedyś się tak wspinać. Nie brałam tego na poważnie, zawsze się z tego śmiałam. W wakacje 2018 roku rozmowy na ten temat była coraz częściej, jednak z mojej strony zawsze było kategoryczne NIE lub CHYBA ZWARIOWAŁEŚ. …twierdziłam wtedy, że życie mi zbyt miłe.

Na początku września 2018 pojechaliśmy w podróż poślubną na jedną ze słonecznych i gorących plaż. Grzesiek rzucił hasło: idziemy na kurs wspinaczki. Ja tradycyjnie odpowiedziałam, że raczej nie… A wtedy usłyszałam: „Ale już nas zapisałem”. Tak więc poniekąd zostałam postawiona pod ścianą i w tym momencie mogę powiedzieć: GRZESIEK CHWAŁA CI ZA TO! To była najmądrzejsza decyzja jaką w życiu podjąłeś (oczywiście zaraz po tym, jak wybrałeś mnie na swoją żonę) 😉

Ania i Piotrek: A u nas sprawa wyglądała troszkę inaczej. W 2017, podczas naszej wyprawy w Alpy Julijskie, zaobserwowaliśmy wspinaczy męczących się z noszeniem sprzętu pod ścianę. Z podziwem obserwowaliśmy ich zmagania no i oczywiście padło hasło: jak oni to robią, jak to jest w ogóle możliwe…😁

Ja na takiej ścianie? Nigdy w życiu.

Po kolejnym powrocie z wypadu w Alpy, kupiliśmy sprzęt do wspinania. Przeleżał w szafie nieużywany przez rok. Lina służyła do treningu na drzewie, sprzętu używaliśmy w razie potrzeby wydostania się ze szczeliny na lodowcu, czy do zabezpieczenia się na nim podczas wyprawy. W końcu ni stąd, ni z owąd zaczęłam szukać kursu wspinaczkowego. Napisałam zapytanie do kilku szkół, ale tylko z jednej dostałam odpowiedź – od was. Nie zwlekając, zapisałam nas na szkolenie…

A skąd taka, a nie inna nazwa fanpejdża?

SPINACZE AMATORZY – Właściwie to czysty przypadek… tworząc wspólny czat grupowy na FB, wkradł nam się błąd – smartfon zjadł literkę „w” w słowie wspinacze. Kiedy to dostrzegliśmy, nie było już opcji na zmianę. Bardzo nam się ta nazwa spodobała. Nic bardziej prawdziwego byśmy nie wymyślili 😉 Podczas radosnych i roześmianych działań na skale spinamy się jak nikt inny: miewamy telegraf w nogach, bierzemy mocne bloki, wybieramy luz i te sprawy… 😉 A, że mamy taką radość z tego co robimy, to zrobiliśmy logo, powstał fanpejdż na FB oraz zrobiliśmy koszulki drużyny niebieskich.

Najpierw był kurs, a później przyszedł czas na inne wyzwania. Co udało wam się zrobić przez zimę? Trenowaliście wspinanie na ściance? Chodziliście po górach?

Weekend po zakończeniu kursu, tj. 03 listopada (!), wybraliśmy się w skały. Nie straszna nam była bardzo niska temperatura, krótki dzień i mżawka : -) Pojechaliśmy do Bolechowic i dzielnie walczyliśmy tam, gdzie był nasz początek – na Filarze Pokutników. Co prawda, więcej przy tym było śmiechu niż działania, ale i tak było fantastycznie. Doskonale czujemy się we własnym towarzystwie!

Kolejny weekend zaowocował wypadem w Tatry na Mięguszowiecką Przełęcz pod Chłopkiem. Później, z uwagi na zimę mieliśmy przerwę. W lutym udało nam się wyskoczyć wspólnie na ściankę. Jednak wszyscy zgodnie stwierdziliśmy, że to nie to i czekaliśmy do wiosny 😉

Tegoroczny sezon „na skały” otworzyliśmy 24 marca w Jerzmanowicach. Od tego czasu, jak tylko pogoda pozwalała, spotykaliśmy się regularnie.

Najfajniejszym, póki co wypadem, był wyjazd na majówkę do Austrii. Z uwagi na przedłużającą się zimę w wyższych partiach gór, troszkę nie poszło po naszej myśli. Nie przeszliśmy kilku zaplanowanych ferrat, ale i tak było cudownie.

ZAPISZ SIĘ NA KURS WSPINACZKI

Fajne w nas jest to, że potrafimy się cieszyć z wszystkiego. Nie planujemy na sztywno, tylko dostosowujemy plany na bieżąco do warunków jakie panują. Nieważne czy śpimy w wypasionym apartamencie, czy na postoju przy autostradzie w samochodzie. Ważne natomiast jest to, że cudownie się dogadujemy (co nie jest proste w dzisiejszym świecie), wyśmienicie spędzamy ze sobą czas i wspaniale bawimy – a o to w tym wszystkim chodzi.

Bardzo się cieszymy, że trafiliśmy na siebie na Waszym kursie… Kto by pomyślał, że będzie to początek cudnej znajomości 🙂

Wiemy, że jeszcze dużo przygód przed nami, które oczywiście będziemy opisywać na naszym profilu na Facebook, na który serdecznie zapraszamy www.facebook.com/spinaczeamatorzy/ oraz na blogu: naszemalewyprawy.home.blog

Jaka jest Wasza motywacja do pójścia w skały i góry?

Nasze spotkania są zaopatrzone w porządną dawkę energii i humoru. Poznaliśmy się u was na kursie niecały rok temu, a czujemy jakbyśmy znali się od urodzenia. Każdy z nas ma jakąś chęć pokonania siebie. Aktualnie Dziku walczy o VI, a pozostała część drużyny marzy o bieganiu po V z lekkością. 😉

Niezaprzeczalnym motywatorem, jest również KOTLET w restauracji „Sen o dolinie” w Kobylanach. Po zakończonej walce na ścianie, jak nalazł. Haha J

Follow me - link do instagram

Co odnajdujecie w górach i we wspinaczce? Co wam to daje?

Jak to co? RADOŚĆ i WOLNOŚĆ! 😉 Inaczej być nie może. Podczas wspinania i naszych wypraw odrywamy się od życia codziennego i skupiamy całą swoją energię na podnoszeniu swoich możliwości i przekraczaniu własnych granic w bardzo wesołej atmosferze.

U nas nikt nikogo nie ocenia. Cieszymy się z tego co mamy i co umiemy. Motywujemy się wzajemnie i czerpiemy inspirację od każdej dobrej duszy napotkanej po drodze, od tzw. dobrodziejów. 😉 Dla nas wspinaczka i turystyka górska to zabawa i przyjemność. Tak jak wspomniałaś na początku – dla nas nie liczą się cyferki, lecz przyjaźń, pasja i pozytywne spędzenie czasu. To taki POWER na cały najbliższy tydzień szarej rzeczywistości.

Podpatrzyłam na waszym FB, ze szykujecie się w Dolomity. Macie tam jakieś konkretne plany na najbliższy czas?

Owszem, Dolomity to jeden z naszych punktów w wakacyjnym wyjeździe. Chcemy jeszcze raz odwiedzić rejon Tre Cime i przejść ferratę delle Scalette („Droga Drabin”), na Torre di Toblin oraz ferratę na Monte Paterno. Obie są warte przejścia nie tylko ze względu na widoki, ale ze względu historycznego. Planujemy także wspinaczkę ścianą Torre Latina. Chcemy sprawdzić się na większej ścianie, a potem zobaczymy – z pewnością znajdziemy coś interesującego, na wagę naszych możliwości i umiejętności.

Ponadto, mamy zamiar zdobyć nasz pierwszy czterotysięcznik. Chcemy odwiedzić Słowenię i jeśli czas pozwoli to zdobyć Triglav lub Prisojnik. Plany wielkie, pozostaje tylko liczyć na dobrą pogodę.

Gdybyście mieli powiedzieć o waszych największych obawach dotyczących wspinania – co by to było? Czego baliście się, kiedy zaczynaliście?

Asia: boję się wszystkiego co nowe, więc w tym przypadku nie mogło być inaczej. Wiedziałam, że to, co zaraz się wydarzy, będzie super przygodą, jednak miałam chwile, kiedy serce biło mi szybciej na samą myśl o wspinaniu.

A konkretnie czego się bałam? Tego, że sobie nie poradzę, zarówno kondycyjnie i psychicznie. Myślałam, że mam lęk wysokości, bo problem z patrzeniem w dół z balkonu na I piętrze, mam do dziś. Jednak na skale odczuwam wysokość w zupełnie inny sposób. Odbieram to jako zabawę. Wiadomo, mam chwile zawahania, ale coraz lepiej umiem sobie nim radzić. Jest po prostu przyjemnie, a granice istnieją tylko w mojej głowie!

Grzesiek: mówią na mnie Dzik, więc w sumie to niczego się nie boję J Wiedziałem, że to będzie super przygoda, która zbliży nas do wspinania się w Tatrach, o czym marzę. Długie wspinanie na drogach wielowyciągowych, duża ekspozycja i „my” pośrodku tej pięknej natury.

Największą zagadką dla mnie była ilość sprzętu, jego zastosowanie. Zastanawiałem się, czy zdołam to wszystko zapamiętać, a gdy przyjdzie pora, wykorzystać tą wiedzę w praktyce. Wciąż pamiętamy o wyprawie na Grań Kościelców z Wami (tak, tak, nie zapomnieliśmy : D), gdzie chcemy zacząć tatrzańską SPINACZKĘ przy większej ekspozycji niż ta, której dostarczają nam krakowskie skałki.

climb2change na facebook

Ania: jak sobie przypomnę swoje lęki jeszcze jakieś 3,5 roku temu, to chce mi się troszkę śmiać. Bałam się wejść na Przełęcz Krzyżne od Doliny Pięciu Stawów. Później był wypad na „Orlą Perć” Tatr Zachodnich i dalej już poszło gładko. Góry to nic innego jak walka z samym sobą, ze swoimi słabościami. Oczywiście, trzeba odwagi i samozaparcia, bo bez tego nie ma szans na przezwyciężenie w sobie strachu.

Po oswojeniu się z tatrzańską i alpejską ekspozycją, nie miałam już strachu przed samą wysokością w skale na Jurze, ale zobaczymy co będzie na 100 m ścianie… 😉

Piotrek: lęku wysokości nigdy nie miałem. Natomiast największym problemem dla mnie, było zaufanie do asekurującego (czyli Ani). Dzieli nas delikatna różnica w wadze (30 kg) i stąd wzięły się moje obawy – telegraf, nerwowe MACANIE SKAŁY … Uzasadnione obawy czy też nie, ale na wszystko jest sposób. Całe szczęście że istnieją do tego celu specjalne „narządy”, ułatwiające asekurację bądź amortyzujące odpadanie… I muszę przyznać, że po ich zastosowaniu, wszystko minęło jak „ręką odjął”.

Macie jakieś rady dla początkujących spinaczy?

Na początek: NIE oceniaj… My na początku byliśmy bardzo zaniepokojeni, gdy będąc pod skałą słuchaliśmy rozmów innych, przebywających tam osób… Nie każdy wspinacz musi walczyć na śmierć i życie o liczby oraz OS, RP, Flashe i inne Pink Pointy… Pamiętaj, że dla innych (i mamy nadzieję, że dla Ciebie również) wspinaczka to nie tylko sport, ale przede wszystkim dobra zabawa.

Po 2 PAMIĘTAJ, że granice istnieją tylko w głowie. Nie bój się ryzykować. Nic tak nie cieszy jak przekroczenie kolejnej bariery fizycznej i PSYCHICZNEJ. Nawet jeśli nie dasz rady to trudno. Świat się nie kończy. Odpuść, zbierz siły i może następnym razem się uda!

Po 3 NAJWAŻNIEJSZE – nie bagatelizuj zasad bezpieczeństwa… w twoich rękach leży życie nie jednej osoby.

Po 4, również super ważne- UŚMIECH I DO PRZODU! Powodzenia 😉

O kursie wspinaczki z naszą Akademią Wspinania climb2change możecie przeczytać na blogu Ani i Piotrka.

Dzięki za poświęcony czas i wywiad! Niech leci w świat i inspiruje innych do realizacji marzeń!

#climbyourdreams


Zainspirowałam Cię? Daj lajka, inspiruj dalej! Twoja rekomendacja jest dla mnie bardzo ważna!

Przeczytaj pozostałe inspirujące historie

Dziewuchy w górach, czyli girls power

Pozostałe artykuły o wspinaniu:

Czy wspinanie to drogi sport?

Czy wspinanie jest bezpieczne?

5 mitów o wspinaczce. Czy wspinanie jest dla ciebie?

Jaki sprzęt do wspinaczki kupić na początek? Sezon 2019

Dodaj komentarz