Przy schronisku Seethalerhütte na lodowcu Dachstein

Spokojnie, to tylko Super Ferrata (Via ferrata Johann Klettersteig Dachstein)

Znacie to uczucie, kiedy nie możecie spokojnie spać, bo jutro wydarzy się coś wspaniałego? Kiedy czekacie na poranek jak na prezent od Świętego Mikołaja (tak, wiem, nie ma Świętego Mikołaja, ale kto z Was nie czekał na niego, jako dziecko?). Ja właśnie tak czekałam na ten dzień J

climb2change na facebook

Wybór pomiędzy Jubilatką a Super ferratą był bardzo trudny. Zdecydował tak zwany „warun”. Mamy tylko jeden dzień okna pogodowego po trzech dniach zlewy. Nie ma na co czekać. Via ferrata Johann Klettersteig czeka!

Wyruszamy o świcie z parkingu pod stacją kolejki na Dachstein. Zamiast podchodzić jak normalni ludzie, na rozgrzewkę robimy via ferratę Anna – D. (Kliknij tutaj, aby przeczytać opis). Ta daje nam w kość od pierwszej nutki. Na szczycie Mitterstein, w promieniach porannego słońca szybko zapominamy o trudnościach i skupiamy się na naszym najważniejszym celu – ferracie Johann D/E.

Ze szczytu Mitterstein ruszamy około godziny 10: 20 i o 10: 45 mijamy tabliczkę informującą nas, że zaczynamy ferratę Johann Klettersteig. Łatwy teren sprawia, że gubimy czujność. Nie na długo… W ścianie widzimy kilka osób, które zamiast poruszać się w górę, wiszą na linach poręczowych. Na trawersie w lewo jest zerwana poręczówka. Jest mokro i ślisko. Pod najtrudniejszy odcinek ferraty podchodzimy na żywca.

Jesteśmy lekko zaskoczeni tym, co zastajemy. Odcinek za E nie wydaje się długi ani trudny. Jest lekko przewieszony, ale do zrobienia. Problemem jest to, że zarówno skała, lina jak i stopnie są mokre. Wszystko jest mokre i czujemy, że leje się również na nas. Nasze zmęczenie i ciężkie plecaki potęgują uczucie zwątpienia.

Kursy skałkowe, kursy via ferrata - zarezerwuj

Nie ma, na co czekać – mówi Darek i odważnie wpina się lonżą w linę poręczową. Spina się i kilkoma sprawnymi ruchami pokonuje najtrudniejszy odcinek ferraty. Bez żadnego bloku. – Kurde, jak ślisko! Prawie spadłem! – Mówi po pokonaniu okapu.

Wyciągnij linę – wołam do niego. Mam do wyboru pójść na twardziela, odpaść i zerwać lonżę, (co poskutkuje tym, że będę musiała całą ferratę pokonać na drugą, z asekuracją Darka) lub krótki odcinek pokonać z dodatkową asekuracją, a dalszą część ferraty pokonać samodzielnie. Całą sobą czuję, że pójście bez liny może skończyć się dla mnie lotem.

Darek, wyciągaj linę! Nie dam rady bez asekuracji – krzyczę z nutką rezygnacji w głosie. No cóż, przełknę tą nutkę goryczy, może nie jestem taka twarda. Pary w rękach to ja nigdy nie miałam. Ważne, żeby było bezpiecznie i żebyśmy przeszli drogę do końca. Cali.

Założenie asekuracji, zrzucenie liny, moje mizerne przejście odcinka z odpadnięciem – a jakże, przecież nie dałam rady tego zrobić bez odpadnięcia – zajmuje nam niecałe pół godziny. Chowamy wszystko i mokrym terenem za D ruszamy do góry. Grupka nad nami zdążyła już pokonać ten odcinek.

Mokry, znaczy niebezpieczny. Każdy krok sprawia trudność, trzeba podwójnie czujnie stawiać stopy oraz mocno chwytać się poręczówki. Już po chwili suniemy po kołkach do góry aż do miejsca odpoczynkowego i tam schodzą z nas emocje. Ze stresu nie zrobiłam ani jednego zdjęcia na tym odcinku.  Nadrabiam to tutaj – jest tu dość spora półka, na której można poruszać się bez asekuracji.

Grupa przed nami pokonuje kołkostradę. (Kołkostradą nazwaliśmy ciąg wbitych kołków na długości około 100 metrów.) Czekamy, zatem, aż przejdą ten odcinek i korzystamy z chwili. Odpoczywany i pijemy herbatę oraz nabieramy oddechu po tym najtrudniejszej części ferraty Johann Klettersteig. Pół godziny w plecy. Czy wystarczy czasu na zdobycie szczytu?

Powoli nasze morale rosną. Odcinek za E, nieprzespana noc, mokro… jednak nie ma, co, nie czuję rozczarowania. A Darek pokazał klasę! Wiele osób na sucho nie umie tędy przejść. Mamy moc!

Ochoczo wskakujemy na drugą część ferraty Johann Klettersteig. Pierwsze odcinki są dość łatwe i przyjemne. O 12: 40 stajemy przed kołkostradą i uśmiechamy się do siebie nawzajem. Jak już przejdziemy te schody do nieba, to najtrudniejsze będzie za nami. Fragment wyceniany jest na C/D.

Nie tracimy sił – po prostu zasuwamy do góry. Przepinka za przepinką. Krok za krokiem. Klnę pod nosem na moje karabinki od lonży. Są potwornie małe przy tej grubej stalowej linie. Po 40 minutach meldujemy się przy książce przejść. Szybko wpisujemy się do niej i wbijamy się w dalszą drogę. Jeszcze spory odcinek przed nami. Szanse na zdobycie Dachstein maleją, ale nie poddajemy się.

Kolejne metry ferraty to już czysta przyjemność. Stosunkowo łatwy teren, wspaniałe widoki i miłe wspinanie. Wiatr rozwiewa chmury a my nabieramy wiatru w kaski;) Zostało nam do pokonania około 230 metrów przewyższenia. Same trawersy, granie, płytki i świetne wspinanie z jednym trudniejszym miejscem.

Końcowy lufiasty trawers wieńczy ferratę Johann Klettersteig. O 14: 45 meldujemy się na lodowcu, przy schronisku Seethalerhütte.

Łapiemy oddech i widok, który właśnie się wyłonił. Jesteśmy na lodowcu. Pierwszy raz jesteśmy na lodowcu. Co za widok! Ze śniegu i lodu wyrastają skalne szczyty. Na wprost nas widać schronisko, plac budowy (stawiają tu nowe schronisko – to projekt crofundingowy, który każdy może sfinansować) i Dachstein. Co robić?

Mamy rezerwację kolejki na 17:15. Na wejście, zejście ze szczytu i dojście do kolejki potrzeba nam 2,5 godziny. Potrzebujemy też dłuższej przerwy po przebytym odcinku. Posilamy się i dopijamy resztki herbaty. Cieszymy się wejściem, delektujemy słońcem, widokami i robimy zdjęcia.

Follow me - link do instagram

Przez chwilę rozbudzamy iskierkę nadziei na zdobycie szczytu. Jeszcze raz liczymy czas. Mierzymy siły na zamiary. Przewodnik jest nieubłagany, potrzeba ponad dwóch godzin na wejście na Dachstein. Widać, że lodowiec jeszcze jest miękki ale czym później, tym trudniej będzie się szło w drodze powrotnej. Mamy już mało energii a my nie chcemy zostać tu na noc. Prognozy są mało optymistyczne i mimo, że nic na to nie wskazuje – w nocy ma zacząć padać… tym razem odpuszczamy.

Spokojnie jemy i delektujemy się pogodą. Zejście lodowcem do stacji kolejki zajmuje nam około pół godziny. Tam mamy czas na kawę, ciasto i podziwianie widoków. A jest co podziwiać. Dookoła skaliste szczyty a poniżej piękne doliny. Sam lodowiec również robi na nas wrażenie. Kupujemy bilety powrotne i zjeżdżamy w dół.

Co ciekawe nie czujemy nuty goryczy czy żalu z powodu niezdobytego szczytu. Przeciwnie, czujemy ogromną satysfakcję, że pomimo krótkiej nocy i ogromnego zmęczenia daliśmy radę przejść ferratę o długości niemal 800 metrów. Zresztą, jak napisał nam Szymon na Instagramie – Zarwana noc, to stopień trudności wyżej…


Więcej praktycznych informacji o tej via ferracie znajdziesz >>>TUTAJ<<<

Trudność: D/E

Czas przejścia: 4-5 h

Czas podejścia: 2 h (od stacji kolejki)

Zejście: 40 min (do stacji kolejki)

TOPO: Bergsteigen


Zainspirowałam Cię – daj lajka lub udostępnij ten wpis! Twoja rekomendacja jest dla mnie ważna.


Przeczytaj pozostałe artykuły o via ferratach w masywie Dachstein:

Super Ferrata Dachstein – praktyczne informacje >>> KLIK <<<

Via ferrata Anna Klettersteig Dachstein (Pierwsza część Super Ferraty)

Jeśli interesują Cię via ferraty nad Jeziorem Garda i w Dolomitach >>>  zajrzyj TUTAJ <<<

4 Replies to “Spokojnie, to tylko Super Ferrata (Via ferrata Johann Klettersteig Dachstein)”

  1. Marzy mi się ta ferrata od dawna, ale boję się że w połowie „opadnę z sił w rękach”. Żeby zdążyć ze wszystkim i jeszcze na szczyt podskoczyć to trzeba mieć niezłego powera. Byłam tam raz, w ramach przejścia ferraty Anna – ściana Dachsteinu robi mega wrażenie….

    1. Johann nie jest trudniejszy od Anny, za wyjątkiem wyjścia – tu jest kluczowy moment. Później po kołkach idziesz raczej na nogach. A wejście na szczyt jest max C, więc wszystko przed Tobą. A jakie były Twoje wrażenia po ferracie Anna?

    1. Na tą chwilę możliwy jest lód i śnieg na podejściu. Na górze nie da się ominąć lodowca, jednak szlak od schroniska do kolejki jest ratrakowany. Trzeba na bieżąco śledzić pogodę i sprawdzać, co się dzieje. My we wrześniu nie mieliśmy śniegu na podejściu. Na lodowcu jest zawsze. 🙂

Dodaj komentarz