Punta Penia i Marmolada, czyli całodzienna przygoda

My na szczycie Punta Penia 3343 m

Wyróżniająca się spośród innych masywów i szczytów Marmolada z perspektywy Lago di Fedaia wydawała się niezbyt atrakcyjna. Byliśmy wręcz zawiedzeni tym, jak wygląda z dołu. Licząc na wspaniałą przygodę i piękne widoki ze szczytu o 8:00 startujemy z parkingu przy stacji kolejki, którą można wyjechać do Pian dei Fiacconi. Wzdłuż niej podchodzimy na lodowiec. Towarzyszą nam Adam i Mariusz, którzy byli z nami na naszym obozie wspinaczkowym w Arco.

Śledź mnie na facebook

W drodze na lodowiec robimy krótką przerwę na Forcella Col del Bous 2438 m. Liczymy, że przed nami jeszcze prawie 1000 metrów przewyższenia. Szlakiem 606 podchodzimy do schroniska Pian dei Fiacconi. Według wszystkich schematów mieliśmy zastać tu lodowiec i trawersować tuż pod nim, a to, co zobaczyliśmy, to jego resztki. I to kilkaset metrów wyżej.

Nie zauważamy namalowanego na skale znaku i wychodzimy nieco wyżej, by zrobić trawers w prawo, do początku ferraty. Nie widać żadnych znaków ani charakterystycznych czerwonych kropek. Kluczymy między skałami polodowcowymi. Obok nas idzie Włoch, który sugeruje, że jesteśmy na dobrej drodze, ale on ostatni raz był tu 15 lat temu, kiedy było pełno śniegu. Myślę o tym, jak bardzo niszczymy naszą planetę, że topią się śniegi a po lodowcu zostają tylko skały…

Zauważamy, że inne osoby podchodzą z niższej półki. Na dole widać kopczyki. Znajdujemy ścieżkę w dół i podążamy już właściwą drogą w prawo, za filar. Podejście jest dość monotonne i strome, świetne na trening kondycyjny. Idziemy terenem polodowcowym, momentami piarżystym, pnącym się cały czas ku górze.

Robimy przerwę na jedzenie. Towarzyszy nam widok na grupę Sella. Z nowymi siłami podchodzimy do pozostałości lodowca leżącego w kotle Sot Vernel. Zakładamy raki i kaski. Przed południem lód jest twardy a kamienie utrudniają wbijanie raków.  Ostrożnie przechodzimy przez lodowczyk do początku ferraty, która prowadzi do przełęczy Forcella Marmolada.

Ubieramy uprzęże i zakładamy lonże. Pakowanie i wypakowywanie sprzętu zajmuje nam sporo czasu. Przejście mokrego kawałka ferraty do przełęczy zajmuje nam około pół godziny. Start jest wzbogacony o metalowe stopnie a później jest to przyjemny trawers w lewo. Na przełęczy są stare stanowiska bojowe – bardzo zniszczone.

Mijamy przełęcz i wychodzimy wyżej po wbitych w skałę stopniach. Kilka metrów w górę i po chwili nieubezpieczoną ścieżką podchodzimy pod właściwą cześć ferraty. O 12:30 wchodzimy w Zachodnią Grań Marmolady (Westgrat Klettersteig), znaną jako Hans-Seyffert-Weg lub Via Ferrata della Marmolada.

Kursy skałkowe, kursy via ferrata - zarezerwuj

Znaczna część tej ferraty jest wyposażona w metalowe stopnie lub mini drabinki. Właściwie cały czas jesteśmy w eksponowanych, ale technicznie łatwym terenie. Idzie się jak po drabinie, tylko kilkusetmetrowej… Przydają się tu silne nogi. Co jakiś czas są widokowe trawersy i znowu stopnie. Powoli, przyjemnym terenem zdobywamy wysokość. Za nami widać wspaniały, widokowy grzebień wierzchołka Gran Vernel oraz paralotniarzy! Tylko nie wiemy, skąd startowali. Może właśnie z wierzchołka Gran Vernel?

Kup przewodnik z serii Najpiękniejsze ferraty.

Ściana Gran Vernel robi na nas ogromne wrażenie. Cała jej grań wygląda równie fantastycznie. Właśnie to widziałam na zdjęciach na Instagramie i chciałam zobaczyć na żywo! Wszyscy zachwycamy się tym, co widzimy.

Nadchodzą ciemne chmury i robi się chłodniej, więc ubieramy kurtki i mkniemy dalej do góry. Później granią schodzimy lekko w dół. Przed nami kolejny kawałek wspaniałej grani, po której idziemy do góry, w kierunku szczytu. Widoki są olśniewające. Widać grzebień Marmolady, pobliskie szczyty. Co prawda chmury nieco ograniczają widoczność, ale i tak zachwycamy się drogą i krajobrazem.

Wychodzimy na kopułę szczytową.  Pola śnieżne są dość nisko, więc spokojnie spacerujemy w górę na szczyt. Tutaj nie ma ferraty, jest zwykła ścieżka. Już po kilku minutach wyłania się schronisko Capanna Punta Penia i od wierzchołka Punta Penia dzieli nas tylko kilka minut. Pokonujemy ostatnie metry i ok. 14:15 meldujemy się na wysokości 3343 m. Punta Penia zdobyta!

Delektowanie się widokami i robienie zdjęć zajmuje nam trochę czasu, ale godzina jest jeszcze młoda.

My na szczycie Punta Penia 3343 m
My na szczycie Punta Penia 3343 m

Schodzimy do schroniska, właściwie schronu. Toaleta jest na zewnątrz. W środku gospodarz nieznający słowa po angielsku, dwa stoły i kilka łóżek z pościelą.

Zamawiamy ciepłe napoje i jedzenie. Ceny nas nie powalają. W porównaniu do cen w polskich schroniskach wydają nam się wręcz niskie. W końcu jesteśmy na ponad 3000 metrów. Nie spieszymy się. W schronisku spędzamy prawie godzinę. W drogę powrotną ruszamy o 15:30. Wybieramy drogę „normalną”, czyli zejście lodowcem.

 

Przez pole śnieżne dochodzimy do początku ferraty zejściowej. O 16:30 zakładamy raki i zjeżdżamy po linie z ferraty na lodowiec. Wiążemy się liną, Darek na przodzie, później Adam, ja i Mariusz. To nasz pierwszy lodowiec, i pierwszy raz korzystamy z zimowego sprzętu. Poruszamy się wolno, ale i jest przy tym trochę zabawy. Ścieżka jest wydeptana, lecz trzeba być ostrożnym, bo przechodzi pomiędzy szczelinami. Miejscami jest bardzo stromo a lód jest tak twardy, że ciężko wbija mi się raki (a te mam typowo turystyczne, bez kolców z przodu), panowie dzielnie mnie asekurują.

 

Przejście przez lodowiec zajmuje nam ponad godzinę. Zdejmujemy cały sprzęt, pakujemy plecaki i szukamy drogi powrotnej. Tak – szukamy. Ponieważ dawniej lodowcem schodziło się dużo, dużo niżej – teraz nie ma tu żadnych znaków, jak zejść. Ta część dnia dostarcza nam kolejnych wrażeń. Kluczenie pomiędzy setkami metrów skały i szukanie bezpiecznego zejścia zajmuje nam bardzo dużo czasu.

Kursy skałkowe, kursy via ferrata - zarezerwuj

Miejscami trzeba się wspinać, ale w dół. Są jakieś kopczyki, ale bardzo daleko, ledwo dostrzegalne. Mija kolejna godzina, zanim docieramy do schroniska przy kolejce. Tutaj robimy chwilę przerwy, dojadamy to, co nam zostało w plecakach i po 19 ruszamy na dół.

Zejście z lodowca do schroniska Pian dei Fiacconi
Zejście z lodowca do schroniska Pian dei Fiacconi

Tą drogę znamy – tędy podchodziliśmy do góry. W szybkim tempie, przy świetle czołówek schodzimy w dół. Przy samochodzie jesteśmy o 20:00. Z pełną satysfakcją kończymy naszą wycieczkę na Marmoladę. Wszyscy jesteśmy zachwyceni.

Follow me - link do instagram

Opcja wejścia, którą wybraliśmy to najbardziej urozmaicona wersja zdobycia Punta Penii. Są również inne warianty, które nie wymagają takiej wszechstronności i całego sprzętu. Jednak my chcieliśmy doświadczyć zimowych warunków i przejść się lodowcem. Zatem najwyższy szczyt Dolomitów za nami, pierwszy lodowiec za nami, teraz myślimy, co następne J


Informacje praktyczne

Trudność: B

Czas przejścia: 2 h

Czas podejścia: 3:45 h – z parkingu przy stacji kolejki ( czas podejścia z górnej stacji kolejki to 1:45)

Zejście: 3 h (do parkingu przy kolejce, do stacji kolejki Pian dei Fiacconi to około 2h)

Zapisz się na kurs skałowy

 

TOPO: Bergsteigen

UWAGA! Są różne drogi na szczyt Punta Penia. Można podejść do feraty Granią zachodnią również od strony Północnej. Sam szczyt można zdobyć również drogą „Normalną” – czyli tą, którą my schodziliśmy. Pamiętaj, aby zabrać ze sobą niezbędny sprzęt – to jest droga przez lodowiec. Wymagane jest posiadanie czekana, raków i liny- oraz umiejętność poruszania się po lodowcu!!!


Zainspirowałam Cię – daj lajka lub udostępnij ten wpis! Twoja rekomendacja jest dla mnie ważna.


Przeczytaj pozostałe artykuły o via ferratach w Dolomitach oraz w Austrii:

Via ferrata Giuseppe Di Olivieri (Punta Anna) i Gianni Aglio – Tofana di Mezzo

Super Ferrata Dachstein

Via ferrata Anna Dachstein

Via ferrata Johann Klettersteig Dachstein

Jeśli interesują Cię via ferraty nad Jeziorem Garda i w Dolomitach >>>  zajrzyj TUTAJ <<<

UDOSTĘPNIJ


Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Shopping Cart
Przewiń do góry